“Wirtualna piłka przeżyje mikronacje” – rozmowa z Timiosem Kiechajasem

Posted on 20 Sierpień 2010

1


"Co się skończy pierwsze: wirtualne państwa czy wirtualna piłka? Z biegiem czasu coraz bardziej prawdopodobna wydaje mi się ta pierwsza odpowiedź".

Z Timiosem Kiechajasem (Sthurmhowym), triumfatorem mundialu w RSiT, o sztuce trenerskiej, podbijaniu świata ustawieniem 4-3-3,  lidze wandejskiej, szkoleniowcach z Al Rajn i nieuchronnym końcu tego świata, rozmawia Jacques de Brolle

Jako trener od kilku lat związany ze środowiskiem Xpert Eleven osiągnął Pan już niemal wszystko – przynajmniej w domenie lig prywatnych. Nawet pobieżna lektura Pańskiego dossier budzi szacunek. Triumf w międzynarodowej World Class League z piłkarzami Urugwaju, złoto z Sarmacją na zakończonym właśnie mundialu polskich mikronacji, mistrzostwo ligi wandejskiej, za chwilę zapewne tytuł mistrzowski w rozgrywkach sarmackich. Z kolei w jednej z lig oficjalnych  X11 wywalczył Pan niedawno awans do wyższej klasy rozgrywkowej.  Prowadzi Pan sześć zespołów, każdy z nich liczy się w walce o najwyższe laury i żaden z nich nie jest samograjem. Nie ma nawet sensu dodawać, że to wszystko pożera czas i absorbuje myśli. Żadnych oznak zmęczenia materiału?

Timios Kiechajas: „To tylko kilka minut w tygodniu” – tak zachęcamy innych do zaangażowania się w x11. Trochę się z prawdą mijamy, eufemistycznie mówiąc, a z każdą kolejną drużyną jest coraz gorzej. Szóstka urywa już spory kawałek  tygodnia, a prowadzenie tylu klubów jest na dłuższą metę męczące, stąd (oraz, nie ukrywam, z racji powoli kończących się wakacji) planuję ograniczyć liczbę moich zespołów. Nie będzie to łatwe, bo wystarczy kilka zaskakująco dobrych spotkań, świetnie rozwijający się juniorzy, których doglądało się od oseska czy choćby jakaś wojna ‘pressowa’ i człowiek się przyzwyczaja. Cóż, będę tęsknił, ale chyba każdy się zgodzi, że lepiej robić coś rzadziej, ale intensywniej.

W ramach World Class League czterdziestu menadżerów z całego świata rywalizuje w ramach czterech dywizji.  Z wypowiedzi jej twórcy i głównego administratora – doświadczonego gracza z Malty –  wynika niezbicie, że jest to jedna z najbardziej dynamicznych i aktywnych lig prywatnych w obrębie systemu X11.  Rzeczywiście jest tak świetnie? Jak wypada WCL w porównaniu z innymi rozgrywkami?

To był udany sezon. Mundial, WLP, SLP, WCL - rozgrywki zdominowane przez sarmackiego trenera, który nie zamierza przechodzić na emeryturę

TK: Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak wyglądają prywatne ligi z rankingowych szczytów, więc do nich porównywać WCL nie mogę, natomiast zestawiając ją z ligami mikroświata zbytnio się nie wyróżnia. Fakt, wypowiedzi prasowych jest naprawdę sporo, Hibs32 (admin) praktycznie co tydzień serwuje nam zestawienie statystyk, błyskawicznie znajduje też zastępstwa, dla nieaktywnych managerów, a jego asystenci od czasu do czasu znajdują czas, żeby opisać mecze pucharowe czy przeprowadzić krótką rozmowę z jednym z managerów. Jednakże, brakuje mi tego zęba, z którym mamy do czynienia choćby na mundialu czy w LK. Być może przeszkodą jest bariera językowa, ale w WCL wszyscy są dla siebie nieznośnie mili i nie ma tam miejsca na  najmniejszy nawet konflikt. Możliwe, że jest to odrobinę kontrowersyjna teza, ale wydaje mi się, że znacznie lepiej rywalizuje się z kimś nielubianym, a i zwycięstwa smakują znacznie lepiej.

Jeśli brać pod uwagę tylko względy sportowe, WCL także jest dość zwyczajne – jest kilku znakomitych managerów, ale żadna rehagellowska czempions lig :) Pamiętajmy jednak, że to dopiero drugi sezon rozgrywek i liga może się jeszcze rozkręcić. Baza do tego jest znakomita, 37 (na tę chwilę)  aktywnych w większości managerów to siła, z którą należy się liczyć.

Pański „oficjalny” klub w Final League – Stockport County – wywalczył niedawno awans do wyższej klasy rozgrywkowej.  Nie wykluczone, że z rozpędu wskoczy na kolejne piętro, ale do batalii w ramach Xpert Champions League (rozgrywek dla najlepszych zespołów z najwyższych dywizji lig oficjalnych X11) jeszcze daleka droga.  Nie myślał Pan o porzuceniu rybackiego kutra i przeskoczeniu na większą jednostkę, by zmierzyć się z półbogami Xpert Eleven? W Centrum Pracy nie brakuje ofert ze szczytu.

Gdyby JKM Michał Feliks zdecydował się na mniej metaforyczną formę sprawowania rządów i częściej gościł wśród zwykłych śmiertelników, zapewne nosiłby rodzimych trenerów na rękach

TK: Stockport County FC to moje bodajże trzecie podejście do rozgrywek oficjalnych. Dotychczas nie mogłem wykrzesać z siebie choćby odrobiny entuzjazmu względem rywalizacji z kompletnie obcymi mi osobami i bardzo szybko olewałem moje kluby. Przełamałem się z powodu może nie najszlachetniejszego, ale bardzo ludzkiego – z zazdrości. Mianowicie, gdy zobaczyłem nicka mojego sarmackiego kolegi Vhrisa w piątce polskiego rankingu X11, po prostu musiałem powtórzyć jego wyczyn. Udało się.

Natomiast, co do porzucenia ‘The Potters’ – nie ma mowy. Tak jak wspominałem wcześniej bardzo się przywiązuję  do swoich zespołów. Stockport przejmowałem w połowie sezonu, gdy znajdowali się na przedostatnim miejscu ósmej ligi. Udało się wywalczyć awans z trzeciego miejsca. Takie historie sprawiają, że bardzo ciężko się pożegnać z zespołem. Obiecałem więc sobie, że wycisnę z nich ostatnie soki, nim spróbuję sił w innym zespole. A że ciągle jest to perspektywiczna drużyna – droga do tego daleka.

Rzućmy okiem na światowe rankingi X11. Niezwykle mocni są Rumuni, nieźle trzymają się Anglosasi (również ci z australijskich i nowozelandzkich antypodów ). Z racji liczebności – Szwedzi. Xpert Eleven to w końcu ich produkt. A jak Pan ocenia potencjał Polaków? Najlepszy z nich – dwudziestoczterolatek z Poznania – zajmuje obecnie 233. miejsce w rankingu globalnym.

Pochwała konsekwencji czy siła przyzwyczajenia? Preferowane ustawienie Urugwaju - zespołu, z którym T. Kiechajas kilka dni temu sięgnął po mistrzostwo w World Class League

TK: Ciężko mi powiedzieć, nie śledzę poczynań innych polskich managerów w x11 ani czołówki rankingu globalnego, prawdopodobnie z nikim z pierwszej 500 nawet nie grałem. Natomiast z całą pewnością, jeśli ktoś zajmuje 233 miejsce na 85 tys. managerów, musi być rewelacyjnym trenerem.

Może brakuje nam czegoś w rodzaju Romanian Elite – ligi, w której mierzą się najlepsi rodzimi trenerzy z Rumunii. Jakiś narodowy odpowiednik rozgrywek Club 24. Istnieje co prawda  polska Ekstraklasa S.A, ale to chyba jeszcze nie ta skala?

TK: W Ekstraklasie występowałem w jej pierwszych czterech sezonach, udało mi się nawet z GKS Tychy wywalczyć wicemistrzostwo, (a Abraxas, trener występujących w sarmackiej ekstraklasie YK Słoników Sodomia, nawet mistrzostwo) natomiast nie jestem w stanie porównać tej ligi do jej rumuńskiego odpowiednika, gdyż nie widziałem go na oczy, a i samej Ekstraklasy od pewnego czasu również.

Co do meritum – możliwość rywalizacji w ligach gromadzących śmietankę krajowego x11 jest oczywiście fajną sprawą, ale nie sądzę, żeby udział w nich spowodował, że przykładowy trener nauczy się czegoś, czego nie mógłby się nauczyć w ligach oficjalnych, czy innych ligach prywatnych. Prywatnie – wolę SLP.

Kilka dni temu zapowiedział Pan rezygnację z udziału w rozgrywkach Wandejskiej Ligi Piłkarskiej. Przyczyna? Brak „jakichkolwiek perspektyw rozwoju ligi oraz znikoma ilość meczów o jakakolwiek stawkę”. Wszystko wskazuje na to, że po wykluczeniu ze struktur Mikroświatowej Unii Piłkrskiej, Wandystan powolutku staje się białą plamą – albo czarną dziurą, jak kto woli – na piłkarskiej mapie mikronacji. Chłopakom się odechciało?

To se ne vrati? Wandejska Liga Piłkarska powoli odchodzi do przeszłości. Niestety.

TK: WLP w zasadzie nigdy nie stała wandzkimi trenerami, z chlubnymi wyjątkami założyciela i admina  ligi tow. Kanzlera czy byłego mistrza świata z reprezentacją Wandystanu tow. Magova. Karty rozdawali oni i kilku trenerów z Gnomii, Sarmacji czy Morvanu. Po odejściu admina nie było już komu ciągnąć tego wózka, coraz to kolejni uczestnicy się wykruszali, nie wyłączając zaciągu z WinkTown, który swego czasu mocno odświeżył ligę. Obecnie w WLP gra 10 drużyn, z czego 6 aktywnych, a że cała szóstka trenerów ma swoje zespoły w Sarmackiej Lidze Piłkarskiej, nie widzę sensu targać dalej tego trupa.

Osobiście, gdy miałem do wyboru Ligę Królewską i WLP – nie wahałem się ani chwili, podobnie Bartek Mackiewcz. Spodziewam się, że w niedługim czasie pozostali trenerzy wybiorą podobną emigrację.  Tak kończy się chwała niegdyś jednej z najciekawszych lig Mikroświata.

W niedzielę odebrał Pan gratulacje za zwycięstwo w finale piłkarskiego mundialu polskich mikronacji.  Tak półprywatnie – było ciężko?

TK: Ha, spodziewałem się podobnego pytania. I tak, i nie. Przede wszystkim, ja nigdy wcześniej nie wygrałem rozgrywek pucharowych x11, a uczestniczyłem w dziesiątkach, w tym około dziewięciu finałów. To bardzo losowa sprawa, można bić wszystkich po 5:0, ale wystarczy jeden dzień słabszej dyspozycji piłkarzy [o co przy niedawnych zmianach w x11, jakby łatwiej] i o zwycięstwie można zapomnieć. Formuła ligowa jest sprawiedliwsza, ale niemal wyklucza niespodzianki, przez co jest mniej emocjonująca. Zwycięstwo miało więc dla mnie wyjątkowy smak. Trochę szkoda, że nie mogliśmy się  zrewanżować Natanii za psucie naszych planów w minionych sezonach, ale co się odwlecze…

Obecna kadra Sarmacji jest na kapitalnym poziomie, finał dla takiego zespołu to minimum. Śmiało więc można użyć wyświechtanego powiedzenia, że sami byliśmy dla siebie najgroźniejszym rywalem. Zadania nie ułatwiała też nowa dla nas formuła dwóch meczów w tygodniu. Jednakże, dzięki utrzymywaniu wysokiej formy [z czym mieli problem poprzedni mistrzowie], w zasadzie przez cały czas byłem pewien kolejnych zwycięstw. Z jednym wyjątkiem, czyli ćwierćfinałem z RSiT. Mieliśmy w tym meczu sporo szczęścia, ale nie można powiedzieć, że na awans nie zasłużyliśmy.

Na przebieg  ostatniego mundial w poważnym stopniu wpłynęła kapitalna postawa zespołów z Federacji Al Rajn, gdzie w piłkę grają praktycznie wszyscy obywatele.  Narodziny nowej potęgi, czy – jak mawiają Anglosasi – flash in the pan?

Wszędzie dobrze, ale w ligach prywatnych - najlepiej

TK: Zobaczymy. Na papierze najlepszą kadrę z zespołów Federacji ma Chattycja i Shania, trener Malik-al-Mulk zna się na rzeczy, więc spodziewam się, że to jednak oni mają największą szansę  na zaskoczenie wszystkich  na następnym mundialu. Plany pokrzyżować mu może kolejne pechowe  losowanie grup.

Al-Farun to dla mnie największa niespodzianka minionych mistrzostw – debiutant, który rzucił na kolana naszych nemezis i napsuł sporo krwi Neopolis.  Szejk Hafez an Kulimin-Asmar zasłużył na wielki szacunek, a ja prywatnie kibicuję prowadzonej przez niego reprezentacji. Jestem bardzo ciekaw, jak ta drużyna będzie się spisywać w kolejnych rozgrywkach.

Paradoksalnie najgorzej na poprzednich mistrzostwach mogą wyjść wicemistrzowie świata – reprezentacja Al Rajn. Jestem pewien, że tym razem nikt ich już nie zlekceważy i o powtórzenie sukcesu będzie bardzo, bardzo ciężko. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia, co sprawia, że trener Saada będzie musiał sobie poradzić także z presją większych wymagań swoich kibiców. Życzę mu jednak powodzenia i kilku dobrych transferów. Przydadzą się.

A Bantu? Hm, tutaj może się nie wypowiem, w końcu reprezentacja Republiki pokonała Sarmację w ostatnim meczu zmagań grupowych i moje słowa mogłyby zostać uznane za nieuprawnioną krytykę.  ;)

Ma Pan jakiś pomysł na organizację rozgrywek ligowych w okresie międzymundialowym? Jakaś Liga Interkontynentalna z dwiema równoległymi grupami?

Co po mundialu?

TK: Tak, myślę, że należy dać słabszym zespołom szansę nadgonienia czołówki, stąd jakaś Liga Światowa jest niezbędna. Formuła rozgrywek jest sprawą drugorzędną. Mam nadzieję, że już wkrótce sprawą zajmie się MUP i niedługo będziemy wiedzieć coś więcej.

Wśród części graczy rozpowszechniona jest opinia, że ustawienie 4-3-3 w połączeniu z ofensywnym stylem gry to – na dłuższą metę – rozwiązanie gwarantujące powodzenie w większym stopniu, niż jakiekolwiek inny wariant.  W tym gronie zdarzają się również trenerzy, który nie dzielą włosa na czworo i wspomnianym ustawieniem szturmują przeciwników przez 90% sezonu, również w meczach wyjazdowych, co czasem skutkuje dość zabawnymi wynikami.  Chciałoby się powiedzieć: są różne aberracje, a ustawienie najlepiej dostosować do siły poszczególnych formacji. Sęk w tym, że wspomniane podejście w bardzo wielu przypadkach się jednak sprawdza. Najbliższe przykłady – postawa Mikroslawii na ostatnim mundialu, czy zwycięzca pierwszej edycji Pucharu Otwartej Ligi Piłkarskiej.  Zaznaczmy: są to zespoły kadrowo  dość przeciętne. Wszystko zależy od poziomu ligi, czy może po prostu silnik X11 lubi takich ostro szarżujących wariatów?

Kiechajas: "Nie ma złych ustawień taktycznych, są tylko źle stosowane"

TK: Nie wiem czy silnik ich lubi, wiem za to, że ja ich uwielbiam. Skontrować 4-3-3 offensive nie jest trudno. Nie wiem jak było w wypadku OLP, ale Mikrosławia miała po prostu dużo szczęścia przy korzystaniu z 4-3-3 w starciach z silniejszymi zespołami. Słusznie prasa gnębiła kiepskiego parlandzkiego trenera, a Elderland zadziwił nas nieskutecznością. W każdym razie, nie można chwalić trenera za wybór ustawienia, który dał mu w meczu dwie szanse bramkowe, a rywalowi dziesięć.

Sam mam bardzo dobre wspomnienia z czasów gdy głównie korzystałem z 4-3-3, dzięki niemu zdobywałem swoje pierwsze tytuły w Sarmacji. Radziłbym używać go rozważnie, czyli nie na każdego rywala, bo przykładowo co nam po tych trzech napastnikach jak piątka obrońców  z łatwością się z nimi upora.

W x11 nie ma złych ustawień taktycznych, są tylko źle stosowane. Zdarzało mi się zdobywać ważne punkty dziwacznymi dla przeciętnego kibica 4-2-4 czy 5-2-3. Najważniejsze to nie przyzwyczajać się, gdyż w każdej chwili może się okazać, że nasza cudowna taktyka została przez kogoś rozszyfrowana. Albo osłabiona przez tajemniczych twórców Xperta.

Przy całej swojej matematycznej elegancji, X11 obfituje w różne zabawne anomalie, niekoniecznie zrozumiałe dla niektórych graczy. Kilka dni temu natknąłem się na wypowiedź rozżalonego menadżera, który próbował na forum jednej z lig oficjalnych rozwiązać pewien problem. Mianowicie krótko przed końcem sezonu ów dżentelmen sprzedał jednego z członków swojej drużyny – zawodnik się nie rozwijał i groził mu regres. Trener nie widział dla niego żadnej nadziei i postąpił dokładnie tak, jak tysiące graczy przed nim. Po dokonaniu transakcji ten sam menadżer zorientował się, że sprzedany przez niego piłkarz w ciągu 24 godzin rozwinął się o jedną cegiełkę (wiek pozostał ten sam).  Zetknął się Pan z jakimiś ciekawymi przypadkami?

Xpert Eleven - w to bawi się cały świat

TK: Przytoczony przez Pana redaktora przykład, to, według mnie, błąd systemu. Po transferze zawodnik dostaje swój indywidualny ‘change report’ także oprócz skilla, również wiek powinien  mu podskoczyć w górę.

Odpowiadając na pytanie niestety muszę rozczarować, nic podobnego nie przychodzi mi do głowy.

W lipcu jednym z menadżerów tygodnia w obrębie całego systemu X11 został pewien jowialny Anglik, który w tradycyjnym wywiadzie przeprowadzanym na łamach „Xpert Daily” machnął na wszystko ręką i wyznał podpytującej go dziennikarce rzecz dla nas wszystkich krzepiącą: „OK, this may come as a shock, but I really am 62”. Pozostawię bez tłumaczenia – w oryginale brzmi to dużo zabawniej.  Chyba nie jest z nami najgorzej, skoro satysfakcję z tej gry czerpać mogą takie stare konie. Jak długo zamierza Pan logować się na stronie Xpert Eleven?

Nie sądzę, żeby ta zabawa miałaby mi się w możliwym do przewidzenia czasie znudzić. Tymczasem ciekawi mnie co innego. Co się skończy pierwsze: wirtualne państwa czy wirtualna piłka?  Z biegiem czasu coraz bardziej prawdopodobna wydaje mi się ta pierwsza odpowiedź.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Posted in: Rozmowa